Pomyśl o ryzyku…

Podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie największym zagrożeniem nie będzie zamach na Papieża ani atak terrorystyczny na wielką skalę. Trudną do przewidzenia liczbę ofiar może spowodować atak paniki w tłumie, w przeludnionym, zakorkowanym mieście. Temu zagrożeniu nie mogą zapobiec żadne służby a organizatorzy wolą je przemilczeć.

Pomóż zadbać o bezpieczeństwo mieszkańców Krakowa i gości, którzy przyjadą wbrew zdrowemu rozsądkowi. Zrezygnuj z przyjazdu, nie zwiększaj zagrożenia. Zostań w domu, ciesz się wakacjami, zrób w tym czasie coś dobrego dla rodziny albo nieznajomych potrzebujących.

Papieski tramwaj

Nowy pomysł na ŚDM – papież Franciszek ma podróżować po Krakowie tramwajem. Nie wiadomo kto to wymyślił: Kraków czy Warszawa. Pomysł sam w sobie nie jest  zły, ale specjalistom od bezpieczeństwa może się nie spodobać.

Zalety są następujące:

  • będzie okazja do promocji polskiego tramwaju (jeśli wybiorą „Krakowiaka” z PESY)
  • Kraków zostanie skojarzony z dość oryginalnym pomysłem co stwarza pole do popisu dla specjalistów od marketingu

Wady… oceńcie sami.

  • Tramwaj musi być przystosowany do przewozu chronionego VIP-a a to oznacza konieczność opancerzenia pudła i szyb a więc spore koszty. Prawdopodobnie zmodernizowany będzie tylko jeden segment, ten w którym pojedzie papież.
  • Najtrudniej będzie zabezpieczyć dach, ponieważ szkielet, na którym się opiera nie może być nadmiernie obciążony.
  • Tramwaj może zostać unieruchomiony przez uszkodzenie szyny, rozjazdu albo sieci trakcyjnej. Najtrudniej zabezpieczyć zasilanie, bo awaria może nastąpić w dowolnym miejscu od stacji zasilającej do przewodów nad torowiskiem.
  • Ewakuacja VIP-a z unieruchomionego tramwaju trwałaby dłużej, niż ucieczka opancerzonym samochodem.
  • Tramwajowi i tak muszą towarzyszyć pojazdy ochrony i ratownictwa medycznego co odrobinę popsuje efekt medialny.

Nie wiadomo, czy rozważany jest tylko przejazd z ul. Franciszkańskiej na Błonia, czy również do Łagiewnik. O ile zabezpieczenie krótkiej trasy na Cichy Kącik można sobie wyobrazić, o tyle „wyprawa” do Łagiewnik byłaby porządnym wyzwaniem dla ochrony.

Ochrona papieża a bezpieczeństwo wiernych

Podobno eksperci z Watykanu pochwalili lokalizację spotkania w Brzegach, nie mieli zastrzeżeń do zabezpieczeń. Jestem skłonny w to uwierzyć, pod warunkiem, że sprawdzali wyłącznie bezpieczeństwo papieża.

Pod względem zabezpieczenia VIP-ów spotkanie w Brzegach nie będzie się zasadniczo różniło od innych imprez masowych, w których uczestniczy Franciszek. Wydzielone strefy VIP, ochrona obszaru od lądowiska dla śmigłowców po ołtarz, dokładne sprawdzenie pirotechniczne zakrystii i trasy przejazdu, dokładne przeszukanie osób z bezpośredniego otoczenia. Pomijając sprawę nieszczęsnej linii energetycznej kolidującej z ołtarzem wszystko jest w porządku.

Bezpieczeństwo zwyczajnych uczestników spotkania to zupełnie inna historia. Oni zajmą teren, którego sprawdzenie jest niemożliwe. Nikt nie będzie mógł zagwarantować, że materiał wybuchowy nie został zakopany pod ziemią na długo przed pierwszym dniem spotkań. Nikt nie będzie w stanie dokładnie sprawdzić każdej osoby wchodzącej do sektora. Jeśli dojdzie do wybuchu paniki, która jest chyba największym zagrożeniem, nie będzie można jej opanować ani ewakuować rannych.

Jeśli ktoś albo coś zmusi tłum do ucieczki, to na jego drodze staną rzeczki, wyrobisko żwirowni, tory kolejowe, nasypy autostrady i drogi szybkiego ruchu. Szybka ewakuacja karetkami nie będzie możliwa, bo karetki nie wjadą między ludzi. Śmigłowce LPR będą mogły wylądować tylko na asfaltowych drogach, pobliskim boisku i lądowisku dla śmigłowców VIP. Dostarczenie rannych do tych miejsc potrwa godziny. Lądowanie w terenie, blisko poszkodowanych będzie niemożliwe albo niebezpieczne ponieważ teren jest podmokły. Oczyszczenie terenu pod lądowisko z ludzi też będzie trudne, bo jeśli uczestnicy dopiszą, będą niemiłosiernie stłoczeni.

To tylko kilka przyczyn, dla których zachwyty nad watykańskim raportem trzeba uznać za mocno przesadzone i  potencjalnie niebezpieczne.

Anatomia zagrożenia cz. 2 – linia energetyczna

Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo Światowych Dni Młodzieży zwracają uwagę na fakt, że linia przesyłowa wysokiego napięcia przebiegająca nad terenem spotkań w Brzegach stwarza zagrożenie dla uczestników. Mapę Brzegów z zaznaczonym przebiegiem linii energetycznych można zobaczyć tutaj: https://www.openstreetmap.org/#map=15/50.0259/20.0913

W rzeczywistości zagrożeń jest kilka. Czytaj dalej Anatomia zagrożenia cz. 2 – linia energetyczna

Anatomia zagrożenia, cz. 1

Ani organizatorzy ani ich krytycy Światowych Dni Młodzieży nie mówią wprost dlaczego impreza jest niebezpieczna, na czym polega zagrożenie ani jaka jest jego skala. Dyskusja na temat bezpieczeństwa sprowadza się do żonglowania liczbami, prawienia komunałów, cytowania oświadczeń i ponawiania zapewnień, że wszystko będzie dobrze, bo… musi być. Otóż nie musi. Żeby się o tym przekonać, wystarczy zastanowić się nad faktami. Zaczniemy od tych opublikowanych w oficjalnych dokumentach organizatorów ŚDM a później ruszymy w teren.

Najpierw Brzegi i napełnianie sektorów uczestnikami.

Według opublikowanej przez Komitet Organizacyjny „Informacji o stanie przygotowań miejsc wydarzeń centralnych ŚDM Kraków 2016” uczestnicy spotkania w Brzegach mają wchodzić przez 11 bram. Przy założeniu, że do Brzegów przyjdzie i przyjedzie 1,5 – 1,8 mln osób, na każdą bramę wypada między 136 a 163 tysiące osób. Jeśli napełnianie sektorów ma potrwać 15 godzin, ludzie będą musieli przechodzić przez bramy w tempie 10 867 osób na godzinę, 181 osób na minutę. Ilu kontrolujących może pracować przy jednej bramie? 30 osób? Jeśli tak, to każdy z nich będzie musiał sprawdzić co najmniej 6 osób w ciągu minuty. Góra 10 sekund na „kontrolę”, w sam raz, żeby się szeroko uśmiechnąć i kiwnąć ręką. Prawdopodobnie dla zachowania pozorów będą kontrolować wyrywkowo, to znaczy nieskutecznie.

Jak w takich warunkach przeprowadzić  rzetelną kontrolę bezpieczeństwa? Nie można tego zrobić. Drogi dojścia do bram na zewnątrz strefy chronionej mają ograniczoną pojemność a grupy pielgrzymów będą napływały stale, bez koordynacji. Nawet pobieżna kontrola zmniejszy prędkość przepływu ludzi i spowoduje narastanie tłumu na zewnątrz bramy, podczas gdy strefa chroniona będzie jeszcze stosunkowo pusta. Powstanie sytuacja, w której większe szkody może wyrządzić zamachowiec detonujący bombę w tłumie oczekujących na przejście, jeszcze przed kontrolą. Bezpośrednie ofiary bomby to tylko wierzchołek góry lodowej, bo wybuch paniki w tłumie musi spowodować trudną do przewidzenia liczbę zabitych i rannych.

Cdn.

ŚDM nie do odwołania

Dyskusję o bezpieczeństwie Światowych Dni Młodzieży trzeba zacząć od postawienia pytań o sytuacje skrajne. Na przykład: co się stanie, jeśli służby rozpoznają zagrożenie, którego nie będą mogły wyeliminować i zalecą organizatorowi odwołanie imprezy?

Okazuje się, że na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi a w każdym razie nie potrafi jej udzielić rzecznik prasowy Komitetu Organizacyjnego ŚDM.  Kościół, bez względu na okoliczności, nie bierze pod uwagę odwołania imprezy. Wnioski są niepokojące. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że dla najważniejszych urzędników w państwie wola Kościoła Katolickiego jest najwyższym nakazem trzeba zacząć się bać.

Przypomnijmy, że po zmianie rządu wymieniono szefów najważniejszych służb: Agencji Wywiadu, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego i BOR, dwa razy zmieniano Komendanta Głównego Policji. Z obserwacji wynika, że zmiany wprowadzone na najwyższym szczeblu dowodzenia propagują szybko „w dół”. Obejmują kolejno komendy i delegatury wojewódzkie, szefów wydziałów, pionów, sekcji itd. (zmiany na stanowiskach szefa krakowskiej delegatury ABW i małopolskiego Komendanta Wojewódzkiego Policji są faktem). Rozkręca się karuzela awansów i dymisji, rośnie presja. Funkcjonariusze nie znają oczekiwań nowych przełożonych, usiłują „jakoś przetrwać”. Najprostszy sposób polega na kolorowaniu rzeczywistości. Pojawia się pokusa, żeby ukrywać złe wiadomości, bo przełożeni ich sobie nie życzą. Maleje wrażliwość całego systemu na sygnały ostrzegawcze.

Skoro wiadomo, że „góra” nie dopuszcza możliwości odwołania imprezy, co można zrobić z informacją o poważnym zagrożeniu? Podkolorować i mieć nadzieję że „jakoś to będzie”. W nieodległej historii mieliśmy kilka wydarzeń o podobnym mechanizmie: katastrofa samolotu CASA w Mirosławcu w 2008, katastrofa Tu-154 pod Smoleńskiem w 2010, i wypadek prezydenckiego BMW w 2016 . W każdym z tych przypadków uczestnicy mieli świadomość zagrożenia, ale presja przełożonych zagłuszyła zdrowy rozsądek.

Higiena a sztuka szacowania

Krakowski ZIKiT zamówił do obsługi ŚDM 2000 (słownie dwa tysiące) przenośnych toalet. Niezależnie od tego Komitet Organizacyjny ŚDM szuka dostawcy, który zabezpieczy w toalety Błonia i Pola Miłosierdzia ale nie wiadomo ile sztuk przenośnych ubikacji zamówi. Oto krótka ściąga:
Przenośna toaleta ma zbiornik na fekalia o pojemności 250 litrów. Policzmy ile toalet potrzeba, żeby obsłużyć 2 miliony osób zgromadzonych w jednym miejscu podczas spotkania z Papieżem w Brzegach. Załóżmy, że każda osoba odda mocz czterokrotnie podczas 20 godzin obecności na „Kampusie miłosierdzia”. Biorąc pod uwagę fakt, że samo opróżnianie terenu z uczestników może trwać kilkanaście godzin, jest to założenie minimalistyczne. Równie optymistycznie załóżmy, że każde wypróżnienie dostarczy materiału o objętości 100 mililitrów, oraz że do zbiornika nie trafi woda, którą ludzie umyją ręce.
250 litrów razy 0,1 litra daje nam pojemność zbiornika równą 2500 „siknięć”. Podzielmy to przez cztery wizyty przypadające na jedną osobę. Okaże się, że jedna toaleta może pochłonąć wydaliny 625 osób. Podzielmy 2 miliony przez 625 i okaże się, że uczestnicy bez problemu wypełnią po brzegi 3200 toalet. W rzeczywistości należałoby tą liczbę podwoić.
A teraz podejdźmy do tego problemu z innej strony. Przyjmijmy, że jedna wizyta w toalecie trwa 2 minuty. 2 miliony uczestników będą potrzebowały na czterokrotne skorzystanie z toalety 8 milionów minut. 20 godzin to zaledwie 1200 minut. Podzielmy zatem 8 milionów minut korzystania z toalet przez 1200 „dostępnych” minut trwania imprezy. Okaże się, że potrzeba co najmniej 6666,67 toalet przy założeniu, że nikt nie zamarudzi dłużej, niż dwie minuty.
Bezpiecznie byłoby przyjąć, że w samych Brzegach powinno stanąć co najmniej 8 – 9 tysięcy toalet. ZIKiT za dostawę i obsługę 2 tysięcy toalet zapłaci niespełna 3 miliony złotych. Ile musiałby zapłacić Komitet Organizacyjny ŚDM za obsługę Brzegów? Można zgadywać, ale można też przyjąć z dużym prawdopodobieństwem, że właściciele pól, pracownicy lokalnej kopalni żwiru i mieszkańcy wsi, przez które przepływają strumyki przecinające kampus zapamiętają ŚDM nie tak, jak życzyliby sobie tego organizatorzy.